Czasy się zmieniają

Kiedyś, czyli chociaż w pokoleniu naszych rodziców, oglądanie zagranicznych możliwe było tylko za pośrednictwem telewizji, a pragnienie obejrzenia takiego meczu na żywo pozostawało jedynie w sferze marzeń. Internet i otwarte granice zmieniły diametralnie rynek kibicowski i pozwoliły na przeżywanie bezpośrednio na stadionie niezapomnianych emocji za stosunkowo nieduże pieniądze. W tym wpisie podzielę się z Wami swoim doświadczeniem związanym z organizacją wyjazdu na mecz jednej z najlepszych drużyn świata – Bayernu Monachium.

Pomysł i rozpoczęcie organizacji

Urodziny naszych najbliższych to niewątpliwie przyjemne święto, ale nie wiem jak dla Was – dla mnie to coroczny ból głowy związany z zakupem ciekawego i zaskakującego prezentu. Pomysł na wyjazd pojawił się u mnie kilka tygodni przed urodzinami mojego ojca. Nie chciałem kupować mu ani dwudziestej koszuli z Vistuli, ani oczekiwać udawanej radości z otrzymania kolejnego jedwabnego krawata. Ileż można?

Wiedziałem za to, że mój tata jest ogromnym fanem Roberta Lewandowskiego i śledzi w zasadzie każdy mecz Bayernu. Zacząłem szperać w Internecie i muszę przyznać, że poszedłem po linii najmniejszego oporu, aby uniknąć wtopy. Przeglądając oferty na Viagogo, trafiłem na perełkę – pucharowy mecz Bayernu Monachium ze słabiutkim SV Darmstadt 98. -Data? Idealnie w okolicach urodzin. -Cena? 32 euro za sztukę. Wszystko zaczęło układać mi się w idealny urodzinowy prezent. Szybki telefon do mamy z pytaniem czy nie planują jakiegoś nieoczekiwanego wyjazdu w tym czasie, a chwilę później bilety miałem już na mailu. OK, mam już wejściówki, ale jak dostaniemy się do oddalonego o ok. 800km Monachium?

Pierwszą opcją były loty, jednak szybko porzuciłem tę myśl, ponieważ bilety lotnicze w interesującym mnie czasie oscylowały w granicach 1500 zł dla jednej osoby. Trochę drogo. Pociąg nie wchodził w grę, bo miał jechać jakąś absurdalną ilość godzin. Pozostawał samochód, a biorąc pod uwagę, że trasa w obie strony miała niewiele ponad 1600 km, wydawał się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Kolejną kwestią był nocleg. Mając świadomość, że nie wezmę taty do kilkuosobowego pokoju w przydrożnym hostelu, zacząłem szukać miejsca, w którym stosunek ceny do jakości będzie najlepszy. Z pomocą przyszedł niezawodny booking.com i szybko znalazłem miejsce, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić. NH München City Süd okazał się kapitalnym wyborem, ale o tym trochę później. Miałem już wszystko, pozostało tylko wręczenie prezentu i uwierzcie – spełnianie czyichś marzeń to jedno z najfajniejszych uczuć na świecie.

Podróż i dzień meczowy Bayernu Monachium

Wiedząc, że mecz rozpocznie się o 20.30, postanowiliśmy wystartować z Bielska-Białej wczesnym rankiem. Podróż samochodem zajęła nam jakieś 9 godzin uwzględniając przerwę na przepyszny obiad w przydrożnej czeskiej knajpie. Wchodząc do tego lokalu poczułem się jak w jakimś serialu z lat dziewięćdziesiątych i autentycznie bałem się tego, co za chwilę pojawi się na moim talerzu. Okazało się, że tirowcy mieli rację – jedzenie świetne, ceny również, a cała otoczka przestała mieć znaczenie.

W Monachium zameldowaliśmy się w okolicach 16.00 i taki zapas czasu okazał się nieoceniony. Szybka drzemka dała nam drugie życie i entuzjazm związany z meczem rósł z każdym kwadransem. Jak wspominałem wcześniej, nocleg okazał się strzałem w dziesiątkę. Miła obsługa, czystość, lokalizacja, szybkie Wi-Fi, bezpłatny parking przy hotelu – niczego więcej nie potrzebowaliśmy. Na legendarną Allianz Arenę postanowiliśmy pojechać samochodem, co było kolejną dobrą decyzją. Stadion Bayernu jest pośrodku niczego, zupełnie poza miastem, co pozwoliło Bawarczykom na budowę gigantycznego parkingu wielopoziomowego. Wiedzieliśmy, że zaparkowanie tam samochodu nie będzie problemem.

Allianz Arena w całej okazałości. Niesamowity obiekt. Mecz.
Allianz Arena w całej okazałości.

Kiedy wyszliśmy z podziemnego parkingu naszym oczom ukazał się ten NIESAMOWITY obiekt. Allianz Arena robi na żywo niezwykłe wrażenie, zwłaszcza po zmroku. Wejście na stadion przebiegło szybciej niż wejście na mecze kadry na Narodowym. Żadnych drobiazgowych kontroli, stewardami byli niemieccy emeryci, którzy zapraszając na stadion pozdrowili nas jeszcze serdecznym „viel Spaß”. Na stadionie pojawiliśmy się specjalnie wcześniej, aby dokładnie obejrzeć cały obiekt. Wchodząc na trybuny naszym oczom ukazał się taki widok:

Allianz Arena w całej okazałości. Niesamowity obiekt. Mecz.Najbardziej bałem się właśnie słabej frekwencji. Sami wiecie – mecz o pietruszkę, do tego w środku tygodnia. Który Niemiec pofatyguje się na takie spotkanie, skoro Liga Mistrzów już za kilka dni? Po kilkudziesięciu minutach stadion wyglądał mniej więcej tak:
Allianz Arena w całej okazałości. Na meczu 75 000 osób. Mecz.Komplet. 75 000 ludzi przyszło oglądać pucharowy mecz z Darmstadt. Opad szczeny i duży szacunek dla wszystkich kibiców, ponieważ grudzień to nie jest najlepsza pora na oglądanie piłkarskiego meczu na żywo.
Mieliśmy to szczęście, że siedzieliśmy na trybunie sympatyków Bayernu. Flagi, sektorówki, stały doping – atmosfera piłkarskiego święta unosiła się w powietrzu. Sam mecz nie powalił, choć miałem okazję zobaczyć chyba najbardziej spektakularną bramkę spośród tych, które widziałem na żywo.

Xabi Alonso i wszystko jasne.

Krótkie podsumowanie i podliczenie kosztów

Warto poświęcić kilka słów na temat organizacji całego meczu, ponieważ w tym aspekcie Niemcy dystansują nas o kilka długości. Na całym stadionie nie kupimy niczego za pieniądze. Wchodząc na stadion jesteśmy kierowani do punktu, w którym doładowujemy magnetyczną kartę. Niby głupi gadżet, ale wyobraźcie sobie, że kupując piwo czy kiełbasę, nie czekacie dwóch minut na wydanie reszty. Pomnóżcie takie oczekiwanie przez kilkanaście tysięcy osób i macie odpowiedź na to, dlaczego na meczach w Polsce braknie Wam przerwy w meczu, aby kupić cokolwiek do picia.

Druga sprawa to ilość punktów gastronomicznych na całym obiekcie. Znajdowały się dosłownie co kilkanaście metrów, co ograniczało nie tylko długość kolejek, ale i oczekiwanie na zakup. Ostatni aspekt to wspomniany wcześniej parking. Wyobraźcie sobie, że musicie wypuścić z parkingu kilka tysięcy samochodów w relatywnie krótkim czasie. Widząc ilość aut spodziewałem się godzinnego oczekiwania na swoją kolej. Z podziemnego parkingu wyjechaliśmy w jakieś półtorej minuty – bardzo często wyjazd z centrum handlowego w Bielsku odbywa się kilkakrotnie dłużej. Czapki z głów.

A jak z tymi kosztami? Podliczę Wam tylko trzy pozycje: bilet, transport i nocleg. Kwestie gastronomiczne są indywidualną sprawą. Jednemu wystarczy bułka z kiełbasą, drugi pójdzie na wystawny obiad, dlatego jakakolwiek próba uśrednienia kosztów jedzenia jest bezcelowa.
– Bilet: 32 euro
– Transport: trasa 1600 km, przy średnim spalaniu 6L diesla, daje około 400zł kosztów paliwa przy uwzględnieniu obecnych cen. My koszty podzieliśmy na dwóch, ponieważ nie znaleźliśmy śmiałka, który chciałby z nami pojechać. Przejazd praktycznie pustym samochodem nie pozwolił na zbyt duże oszczędności.
– Nocleg: 25 euro na osobę. Tak jak pisałem wcześniej – gdybym jechał sam, albo z kolegą, pewnie nie zdecydowalibyśmy się na taki nocleg. W Monachium można znaleźć zdecydowanie tańsze opcje, jednakże ja zupełnie tego nie żałuję, bo dobre łóżko i porządny sen przed podróżą powrotną okazały się kluczowe dla regeneracji.

Cały wyjazd kosztował mnie około 500zł (wliczam w to już koszty jedzenia i picia).
Czy warto? Moim zdaniem zdecydowanie. Wyjazd polecam wszystkim fanom piłki nożnej. Wspomnienia z pewnością pozostaną w Waszej pamięci do końca życia.

A jeśli jesteś już fanem piłki, zapraszam do lektury rankingu najlepszych książek o tematyce piłkarskiej. Powinieneś znaleźć tam coś dla siebie.