Jak planować podróż po Irlandii poza Dublinem
Dlaczego warto wyjechać poza stolicę
Dublin jest świetnym wprowadzeniem do Irlandii, ale pokazuje tylko jej wycinek: miejską energię, puby i historię niepodległości. Prawdziwa moc tego kraju leży jednak poza stolicą – w małych miasteczkach, dzikich klifach, mglistych górach i na wyspach, do których dociera zaledwie ułamek turystów. Jeśli Dublin masz już „odhaczony”, kolejnym krokiem powinno być zaplanowanie trasy, która łączy mniej oczywiste miejsca: takie, gdzie nie trzeba walczyć o miejsce do zdjęcia i gdzie w pubie barman naprawdę ma czas z tobą porozmawiać.
Wyjazd poza Dublin to także inna jakość kontaktu z Irlandczykami. W małych miastach tempo życia jest wolniejsze, ludzie chętniej zagadują, a tradycje – od muzyki po język gaelicki – są bardziej żywe niż w stolicy. W dodatku wiele spektakularnych krajobrazów znajduje się relatywnie blisko siebie, dzięki czemu w ciągu kilku dni można zobaczyć klify, góry, dzikie plaże i średniowieczne ruiny, nie spędzając godzin w samochodzie.
Jeżeli masz za sobą standardowe „must see” w Dublinie (Trinity College, Temple Bar, Guinness Storehouse), przeskok w mniej oczywiste miejsca Irlandii daje to, czego często brakuje przy pierwszej wizycie: ciszę, przestrzeń i poczucie, że odkrywasz coś naprawdę swojego, a nie jedynie powielasz popularny program wycieczek.
Transport i sposób poruszania się po Irlandii
Największą wolność poza Dublinem daje wynajem samochodu. Pozwala zatrzymać się przy małych plażach, zjechać z głównej trasy, podejść do starego cmentarza na klifach czy przeczekać deszcz w przydrożnym pubie. W wielu opisanych dalej miejscach komunikacja publiczna działa, ale jest rzadka, a rozkład jazdy potrafi skomplikować plan dnia. Dlatego przy krótszych wyjazdach (4–7 dni) samochód sprawdza się najlepiej.
Jeśli nie chcesz prowadzić, komunikacja publiczna nadal umożliwia zobaczenie wielu mniej oczywistych zakątków, trzeba tylko planować dokładniej. Najbardziej praktyczne rozwiązania to:
- pociąg Dublin – Galway / Cork / Limerick jako baza + lokalne autobusy;
- autobusy regionalne Citylink, Bus Éireann, GoBus do większych miasteczek, a stamtąd taksówki lub lokalne linie;
- lokalne wycieczki jednodniowe organizowane przez małe firmy (np. z Killarney, Galway, Westport), które docierają w miejsca trudno dostępne bez auta.
Warto uwzględnić pogodę: w Irlandii deszcz i wiatr to standard, ale rzadko pada przez cały dzień. Planując dzień, dobrze mieć 1–2 „opcje awaryjne” pod dachem (zamek, muzeum, pub z muzyką) w rezerwie na wypadek nagłego załamania pogody.
Propozycje tras poza Dublinem
Przy pierwszym wyjeździe poza stolicę łatwo się pogubić w ilości nazw i regionów. Pomaga podział na kierunki, które można sensownie połączyć w 3–7 dniowe trasy. Poniżej orientacyjne pomysły:
- Zachodnie wybrzeże „bez tłumów”: Galway – Connemara – wyspy Aran – mniej oczywiste klify (np. Kilkee) zamiast zatłoczonych Klifów Moheru.
- Południowy zachód: Killarney – Ring of Kerry – Skellig Ring – Półwysep Beara – mniej turystyczna alternatywa dla przeładowanego Ringu Kerry’ego.
- Północ i dzikie wybrzeże: Donegal – Slieve League – Glenveagh – Inishowen – dla osób, które szukają przestrzeni i surowych krajobrazów.
- Wnętrze wyspy i Wschód: Wicklow poza standardowym Glendalough – Kilkenny – Rock of Cashel – miasteczka z klimatem, zamki i zielone doliny.
Każdą z tych tras można skrócić lub rozwinąć, ale już 3–4 dni wystarczą, by poczuć różnicę między „turystyczną Irlandią” a tą bardziej autentyczną, mniej oczywistą, choć równie spektakularną.
Connemara i zachodnie wybrzeże: surowe krajobrazy zamiast pocztówek
Dzikie serce Connemary
Region Connemara, na zachód od Galway, to jedno z tych miejsc, które zostają w głowie na długo: rozległe wrzosowiska, jeziora odbijające niskie chmury, kamienne mury ciągnące się po horyzont i pojedyncze domy zagubione w krajobrazie. Nie ma tu wielu „wielkich atrakcji” w klasycznym rozumieniu – cała magia tkwi w jeździe wąskimi drogami, nagłych punktach widokowych i ciszy, która kontrastuje z hałaśliwym Dublinem.
Najbardziej spektakularne wrażenia daje przejazd trasą Sky Road z Clifden – pętla widokowa, z której widać wyspy, zatoki i góry w głębi lądu. Warto zatrzymywać się w zatoczkach, iść kawałek pieszo przed siebie i po prostu dać się „owiać” wiatrem. Wieczorem Clifden zamienia się w typowe irlandzkie miasteczko z pubami, gdzie przy piwie i muzyce można odpocząć po całym dniu.
Innym mocnym punktem jest przejazd przez góry Twelve Bens i Dartmoor Pass w kierunku Leenane. Drogi są wąskie, ale po każdej stronie pojawiają się jeziora, torfowiska, pasące się owce. Jeśli zależy ci na „poczuciu końca świata”, Connemara z reguły oferuje je bez tłumów, które często spotyka się na bardziej znanych trasach.
Opactwo Kylemore i mniej znane punkty w okolicy
Kylemore Abbey to jedno z niewielu miejsc w Connemarze, które bywają realnie zatłoczone, ale nawet jeśli pominiesz wnętrza, już sam widok zamku odbijającego się w jeziorze robi ogromne wrażenie. Dobrą strategią jest przyjazd jak najwcześniej rano lub późniejszym popołudniem, kiedy zorganizowane wycieczki już wyjechały, a światło jest lepsze do zdjęć.
W okolicy Kylemore można zaplanować kilka krótkich, a bardzo efektownych przystanków:
- postój przy jednym z licznych jezior między Recess a Clifden – bez nazw, ale z widokami, które spokojnie mogą rywalizować z pocztówkami,
- krótki spacer wzdłuż brzegu Lough Inagh – drogi są spokojne, można przejść się kawałek przy jeziorze,
- zjazd na boczne drogi w kierunku Roundstone, gdzie wyrastają puste plaże z widokiem na wyspy.
Zamiast spędzać pół dnia w samym opactwie, lepiej potraktować je jako jedno z kilku przystanków w dzień skoncentrowany na powolnej jeździe i krótkich, częstych przerwach. W Connemarze nie chodzi o „odhaczanie”, tylko o wchłanianie krajobrazu.
Park Narodowy Connemara i krótkie trekkingi
Connemara National Park w Letterfrack to świetna baza dla osób, które chcą pospacerować, ale nie planują całodniowych górskich wędrówek. Najpopularniejsza trasa prowadzi na szczyt Diamond Hill. Szlak jest dobrze oznaczony, częściowo z utwardzonym podłożem, a wejście i zejście da się spokojnie zrobić w 2–3 godziny przy przeciętnej kondycji.
Na górze czeka panorama na zatokę, góry Twelve Bens i Kylemore. Przy ładnej pogodzie to jeden z tych widoków, które definiują Irlandię w wyobraźni wielu osób – rozległe, pofałdowane tereny, gra świateł na wodzie i chmurach. Nawet w gorszej aurze gęste, szybko przemieszczające się chmury potrafią stworzyć bardzo dramatyczną scenerię.
Przy centrum dla odwiedzających dostępne są też krótsze, prawie płaskie ścieżki – dobre, gdy pogoda nie sprzyja na szczyt lub podróżujesz z dziećmi. W sezonie letnim w tygodniu bywa tu spokojniej niż w weekendy; wiosna i wczesna jesień dają dobre warunki, a jednocześnie mniej osób na trasie.

Wyspy Aran i mniej oczywiste klify: zachód bez tłumu
Wyspy Aran – Inis Mór, Inis Meáin, Inis Oírr
Większość turystów wybiera największą Inis Mór, ale jeśli zależy ci na większym spokoju, warto rozważyć także Inis Meáin lub Inis Oírr. Wszystkie trzy wyspy mają wspólne cechy: labirynt kamiennych murków, minimalne drzewa, surowe wybrzeże i język gaelicki, którym nadal mówi się na co dzień. To świetny kontrast po Dublinie z jego nowoczesnymi biurowcami i intensywnym ruchem.
Na Inis Mór „klasyką” jest odwiedzenie fortu Dún Aonghasa zawieszonego na klifie – dojście zajmuje ok. 20–30 minut od parkingu. Krawędź klifu nie jest zabezpieczona barierkami, więc trzeba zachować rozsądek, ale spektakularny widok z samej krawędzi to jedno z najbardziej pamiętnych doświadczeń w całej Irlandii. Poza tym większość osób porusza się tu na rowerach, co samo w sobie jest atrakcją.
Inis Meáin i Inis Oírr są spokojniejsze, z mniejszą liczbą turystów i bardziej „codziennym” życiem. Jeśli celem jest kilka godzin ciszy, spacer wzdłuż morza i obserwowanie, jak wygląda życie na małej wyspie, wybór którejś z mniejszych wysp może sprawić więcej satysfakcji niż największa i najbardziej znana.
Jak zorganizować rejs na wyspy Aran
Na wyspy Aran dopływają promy z kilku portów na zachodnim wybrzeżu: Rossaveel (najbliżej Galway) oraz Doolin (bliżej Klifów Moheru). Najpraktyczniejszy sposób wygląda zwykle tak:
- dojazd z Galway autobusem lub samochodem do Rossaveel,
- prom rano na Inis Mór lub inną wyspę,
- wynajem roweru lub bus-tour po wyspie,
- powrót ostatnim promem tego samego dnia.
Jeśli masz więcej czasu, nocleg na wyspie daje zupełnie inne wrażenie. Gdy ostatnie promy odjadą, robi się cicho, w pubach zostają głównie lokalni mieszkańcy. Świetna opcja, jeśli chcesz poczuć tempo wyspiarskiego życia, a nie tylko „szybką wycieczkę”. Rezerwacja noclegów na wyspach bywa konieczna z wyprzedzeniem, zwłaszcza latem.
Warto przygotować się na chłodniejszą temperaturę i wiatr – na morzu i na wyspach potrafi być zdecydowanie zimniej niż na lądzie. Kurtka przeciwwiatrowa i coś ciepłego pod spód to podstawa, nawet w środku lata.
Alternatywa dla Klifów Moheru: Kilkee Cliffs i Loop Head
Klify Moheru są wizytówką Irlandii, ale też jednym z najbardziej zatłoczonych miejsc w kraju – parkingi dla autokarów, ogrodzenia, wyznaczone ścieżki. Jeśli szukasz bardziej „dzikiej” wersji tego krajobrazu, świetną alternatywą jest rejon Loop Head i klify w okolicach Kilkee.
Trasa z miasteczka Kilkee wzdłuż wybrzeża oferuje niemal równie wysokie klify, skalne formacje, jaskinie i zatoczki, a przy tym dramatycznie mniej ludzi. W wielu miejscach można po prostu zatrzymać samochód przy drodze i przejść kilkaset metrów do krawędzi, mając praktycznie cały widok tylko dla siebie. W słoneczny dzień jest to jedno z najbardziej malowniczych miejsc na zachodnim wybrzeżu, często zupełnie pomijane w standardowych przewodnikach.
Latarnia morska na Loop Head jest dodatkową atrakcją, zwłaszcza jeśli warunki pogodowe pozwalają spojrzeć daleko w głąb Atlantyku. Drogi są wąskie, ale w dobrym stanie; czas przejazdu od bardziej znanych miejsc, jak Lahinch czy Doolin, nie jest długi, co pozwala łatwo włączyć tę okolicę do trasy wzdłuż Wild Atlantic Way.
Południowy zachód: Killarney, Ring of Kerry i mniej znany Półwysep Beara
Killarney – baza wypadowa w góry i jeziora
Killarney to niewielkie miasteczko, które stało się główną bazą dla eksploracji południowo-zachodniej Irlandii. Znajdziesz tu sporo hoteli, hosteli, restauracji i pubów z muzyką na żywo, a zaraz za miastem rozciąga się Killarney National Park – jeziora, góry, stare lasy. To dobre miejsce, jeśli chcesz łączyć komfort bazy z możliwością szybkiego wyjazdu w dzikie tereny.
Już sama jazda trasą Gap of Dunloe daje mocne wrażenia: wąska droga wspina się między górami, mijając kamienne mostki, małe jeziora i stada owiec. Część osób wybiera przejazd dorożką (lokalna tradycja), inni wolą auto lub rower. Popularnym rozwiązaniem jest też połączenie: taksówka do wejścia wąwozu, przejście pieszo i powrót łodzią przez jeziora Killarney do miasta.
W granicach parku przyjemny i niewymagający jest krótki spacer do Torc Waterfall. W połączeniu z punktem widokowym Lady’s View tworzy to półdniową, bardzo efektowną wycieczkę, szczególnie gdy światło jest miękkie (rano lub późnym popołudniem). Dla wielu osób to pierwsze prawdziwe zetknięcie z „górską” Irlandią.
Ring of Kerry – jak uniknąć wrażenia „fabryki turystyki”
Ring of Kerry – triki, które zmieniają odbiór trasy
Ring of Kerry jest klasyczną pętlą wokół półwyspu Iveragh i jednocześnie jednym z najbardziej obleganych szlaków widokowych w kraju. Zamiast robić pełną trasę „tak jak wszyscy”, lepiej podejść do niej selektywnie i wybrać kilka odcinków, które dają największy efekt przy najmniejszym zmęczeniu tłumem.
Przy planowaniu dobrze jest wziąć pod uwagę dwie rzeczy: kierunek jazdy oraz godzinę startu. Autokary zwykle pokonują pętlę w jednym kierunku (często zgodnie z ruchem wskazówek zegara) i zaczynają trasę między 9:00 a 10:00. Jeśli wyjedziesz z Killarney wcześniej i pojedziesz „pod prąd” głównemu nurtowi, spora część punktów widokowych będzie jeszcze pusta.
Zamiast usilnie „zamykać” całą pętlę, dużo przyjemniej jest skoncentrować się na mniej oczywistych odcinkach:
- Odcinek Kenmare – Sneem: wąska droga pełna zakrętów, z dobrymi punktami widokowymi na zatokę i góry. Tu często można zatrzymać się „na dziko” przy małych zatoczkach.
- Rejon Caherdaniel i plaża Derrynane: znakomicie łączy górskie panoramy z szeroką, jasną plażą i ruiny klasztoru na wysepce. Przy odpływie spacer po piasku daje wrażenie, że miejsce jest dużo dalej od cywilizacji, niż wskazuje mapa.
- Skaliste odcinki między Waterville a Cahersiveen: mniejsze zatoki, skały i widoki na wyspy Skellig pojawiają się tu częściej niż grupy wycieczkowe.
Dobrym zabiegiem jest rozbicie Ring of Kerry na dwa krótsze dni zamiast jednego „maratonu objazdowego”. Jednego dnia możesz zrobić południową część pętli z postojem na plaży, drugiego – bardziej dziką północ z bocznymi drogami, zamiast walczyć z czasem i ścigać się z autokarami.
Kerry Cliffs i wyspy Skellig – surowy Atlantyk z bliska
Jeśli myślisz o klifach, pierwsze skojarzenie to Moher, ale Kerry Cliffs koło Portmagee często robią większe wrażenie. Są wyższe, dziksze i zdecydowanie mniej zatłoczone. Dojazd prowadzi wąską drogą z widokiem na małą wioskę portową; na miejscu jest prosty parking i ścieżki prowadzące do kilku platform widokowych.
Przy dobrej widoczności z klifów widać wyspy Skellig Michael i Little Skellig, słynne nie tylko jako plener z „Gwiezdnych wojen”, ale też miejsce dawnego klasztoru i ogromna kolonia ptaków. Sam ląd na Skellig Michael jest ograniczony w dostępie – liczba łodzi z możliwością zejścia na wyspę jest niewielka, a miejsca rozchodzą się z dużym wyprzedzeniem. Dla wielu osób rozsądnym kompromisem jest rejs widokowy wokół wysp:
- wypływasz z Portmagee lub Ballinskelligs,
- statek opływa wyspy, dając dobry widok na strome skały i zabudowania klasztorne,
- wracasz po 2–3 godzinach bez wychodzenia na ląd (mniejsza zależność od pogody, zwykle niższa cena).
Niezależnie od tego, czy uda się wysiąść na samej wyspie, czy tylko podpłynąć blisko, ten kawałek wybrzeża pokazuje Irlandię z jej najbardziej oceanicznej strony – wysokie fale, ptaki krążące nad skałami, niemal brak jakichkolwiek zabudowań.
Półwysep Beara – spokojniejsza alternatywa dla Ring of Kerry
Beara Peninsula leży pomiędzy Iveragh (Ring of Kerry) a Sheeps Head i Mizen Head, ale przez wiele osób jest omijany. Niesłusznie – górzysty środek półwyspu, wąskie drogi i skaliste wybrzeże tworzą jeden z najbardziej fotogenicznych rejonów w kraju, a ruch turystyczny jest tu wyraźnie mniejszy.
Główna droga wzdłuż półwyspu sama w sobie jest atrakcyjna, ale największy efekt robią boczne odnogi, szczególnie:
- Healy Pass – górska droga łącząca hrabstwa Kerry i Cork. Serpentyny, widok na jeziora i doliny, do tego bardzo mało zabudowań. Przejazd w słoneczny dzień wygląda jak mieszanka Alp z surową Szkocją.
- Dzika północ Beara – okolice Allihies i Eyeries, z kolorowymi domami, śladami dawnych kopalni miedzi i wąskimi dróżkami kończącymi się na klifach lub małych plażach.
- Dursey Island i kolejka linowa – jedyne miejsce w Irlandii, do którego na wyspę dostajesz się kolejką linową nad oceanem. Gdy działa (bywają przerwy techniczne i ograniczenia pogodowe), sama przeprawa jest przeżyciem.
Beara świetnie sprawdza się, jeśli chcesz zostać w jednym miejscu na 2–3 noce i codziennie robić inną, dość krótką pętlę samochodem lub pieszo. Małe miejscowości, jak Castletownbere, mają wystarczającą infrastrukturę (sklepy, puby, kilka pensjonatów), a jednocześnie nie gubią lokalnego charakteru.

Południowe wybrzeże i „małe” miasta z klimatem
Skellig Ring, Valentia Island i ukryte plaże Kerry
Między główną trasą Ring of Kerry a oceanem kryje się mniejsza, dużo spokojniejsza pętla – Skellig Ring. To fragment drogi, który często bywa pomijany przez autokary ze względu na wąskie zakręty, co automatycznie oznacza mniej ludzi na punktach widokowych.
Warto zarezerwować na ten fragment przynajmniej pół dnia i połączyć kilka miejsc:
- Valentia Island – dojazd mostem z Portmagee. Na wyspie czeka Bray Head z widokiem na Skelligs, stare stacje telegraficzne i miejsca, gdzie po raz pierwszy łączono Europę przewodami z Ameryką.
- Geokaun Mountain & Fogher Cliffs – prywatna droga na szczyt z kilkoma punktami widokowymi (opłata przy wjeździe). W zamian dostajesz panoramę na niemal cały Iveragh i pobliskie wyspy.
- Małe plaże między St. Finian’s Bay a Ballinskelligs – jeśli trafisz na okno pogodowe, kąpiel w chłodnym Atlantyku po dniu na drogach naprawdę odświeża. Z jednej z plaż działa niewielka kawiarnia z czekoladą rzemieślniczą – przy brzydkiej pogodzie to przyjemny przystanek.
Skellig Ring pasuje szczególnie tym, którzy nie lubią „odfajkowanej” trasy. Tu rytm dnia wyznaczają przystanki, które sam sobie wymyślisz – raz będzie to krótki spacer do klifów, kiedy indziej po prostu 20 minut siedzenia na kamieniu z widokiem na ocean.
Dingle i Slea Head Drive – jak zobaczyć mniej oczywiste oblicze półwyspu
Półwysep Dingle jest znany z kolorowego miasteczka i trasy Slea Head Drive. Jest też ofiarą własnej popularności – w pogodny letni dzień bywa tu naprawdę tłoczno. Mimo to da się wyciągnąć z tego rejonu sporo uroku, jeśli zmienisz godzinę lub kierunek zwiedzania.
Prosty sposób to start wcześnie rano, jeszcze przed pierwszymi autokarami, i przejazd Slea Head Drive z kilkoma punktami:
- krótkie postoje przy plażach, takich jak Coumeenoole – często znanej z filmów, ale zupełnie innej o 8 rano niż w południe,
- krótkie ścieżki na klify, gdzie w kilka minut od parkingu można zgubić większą część tłumu,
- kamienne chaty Beehive Huts i ruiny kościołów, które przypominają, jak stary i wietrzony historią jest ten fragment kraju.
Drugie oblicze Dingle odsłania się, gdy zostaniesz na noc. Wieczorem, po odpłynięciu jednodniowych wycieczek, miasteczko zamienia się w dużo spokojniejsze miejsce z kilkoma pubami, gdzie nadal gra się muzykę tradycyjną – bez sceny, bez nagłośnienia, po prostu ludzie przy stole. To dobre miejsce, by zobaczyć bardziej „życiową” stronę Irlandii, zamiast tylko widokówki.
Cork i Kinsale – łagodniejsza twarz południa
Cork sam w sobie nie jest „dziką” Irlandią, ale jako baza na południe kraju sprawdza się znakomicie. To miasto uniwersyteckie, z dużą liczbą kawiarni, targiem English Market i atmosferą, która wielu osobom podoba się bardziej niż Dublin – jest bardziej kompaktowe, mniej korporacyjne.
Jeśli celem są krajobrazy, Kinsale leżące na południe od Cork jest dużo ciekawsze. Małe miasteczko portowe z kolorowymi domami, dobrą sceną kulinarną i dostępem do klifów oraz fortów (Charles Fort, James Fort). Po krótkim spacerze z centrum można znaleźć się na ścieżkach biegnących nad morzem, z dala od ruchu samochodowego.
Kinsale jest też wygodnym punktem wypadowym na Old Head of Kinsale – spektakularny cypel z klifami. Część terenu jest zajęta przez prywatne pole golfowe, ale istnieją ścieżki, które pozwalają podejść wystarczająco blisko krawędzi, by poczuć przestrzeń. Przy dobrej pogodzie zachód słońca nad tym odcinkiem wybrzeża należy do najładniejszych na południu Irlandii.
Sheeps Head i Mizen Head – koniec lądu na własnych zasadach
Jeszcze dalej na zachód, już w hrabstwie Cork, znajdują się Sheeps Head Peninsula i Mizen Head. To miejsca, do których nie dociera większość osób z ograniczonym czasem – i właśnie dlatego świetnie nadają się, jeśli szukasz „końca świata” bez tłumu.
Sheeps Head jest najbardziej kameralny. Wąska droga biegnie wzdłuż grzbietu półwyspu, z widokami na obie strony zatoki. Na końcu trasy czeka parking i ścieżka prowadząca do latarni – niezbyt długa, ale wystarczająco dzika, by poczuć się całkowicie odciętym od reszty kraju. Po drodze mijasz tylko kilka gospodarstw i niewielką kawiarnię, która bywa otwarta sezonowo.
Mizen Head jest bardziej zorganizowany – jest centrum dla odwiedzających, kładki i most prowadzący na skały z latarnią. Mimo infrastruktury przestrzeń robi ogromne wrażenie: wystające daleko w morze skały, widok na rozległy Atlantyk, często bardzo silny wiatr. To dobre miejsce, by uświadomić sobie, jak „wyspiarska” jest Irlandia – tutaj w zasadzie nic nie zasłania już horyzontu.
Wnętrze wyspy: jeziora, zamki i spokojniejsze miasta
Wicklow Mountains poza standardową trasą
Góry Wicklow są najbliższym górzystym rejonem od Dublina, przez co dolina Glendalough i kilka punktów widokowych potrafi być obleganych. Jeśli jednak wyjedziesz kawałek dalej lub zmienisz porę dnia, łatwo znaleźć miejsca z podobnym klimatem, ale bez setek osób.
Dobrym przykładem jest trasa przez Sally Gap i boczne drogi w stronę Lough Tay (tzw. jeziora Guinnessa). Przy słabszej pogodzie krajobraz wygląda niemal jak z innej planety – brązowe wrzosowiska, ciemna woda, nisko wiszące chmury. Wystarczy kilka minut spaceru od głównej drogi, by zostać sam na sam z wiatrem i owcami.
Jeśli masz więcej czasu, spójrz też na mniej popularne ścieżki wokół jezior, które nie są oznaczone na każdej mapie turystycznej – krótkie trasy używane przez lokalnych spacerowiczów, często bez wielkich tablic i infrastruktury. To dobre miejsca na spokojny spacer po intensywnym pobycie w Dublinie.
Shannon i jezioro Lough Derg – łagodny środek Irlandii
Między zachodnim a wschodnim wybrzeżem rozciąga się system rzek i jezior, który zupełnie inaczej definiuje krajobraz niż klify czy góry. Lough Derg, jedno z największych jezior w kraju, to propozycja dla tych, którzy lubią ciszę, sporty wodne i małe miejscowości zamiast „must see” z przewodników.
Wokół jeziora rozsiane są niewielkie miasteczka, takie jak Dromineer czy Killaloe/Ballina. Możesz tu:
- wypożyczyć małą łódź lub kajak i spędzić kilka godzin na wodzie,
- przejść się krótkimi trasami spacerowymi wzdłuż brzegu,
- usiąść w pubie, gdzie większość gości zna się z imienia, co po Dublinie bywa sporą zmianą.
Region Shannon i Lough Derg nie oferuje tak „instagramowych” widoków jak klify, ale potrafi zostać w pamięci właśnie spokojem i bardziej codziennym rytmem życia. Jeśli chcesz zobaczyć Irlandię inną niż ta z reklam, kilka godzin spędzonych nad rzeką bywa zaskakująco odświeżające.
Małe miasta z charakterem: Kilkenny, Athlone, Westport
Po intensywnym zwiedzaniu wybrzeża przyjemnie jest zatrzymać się w mieście, które nie jest ani stolicą, ani celem masowych wycieczek, a mimo to ma klimat i historię.
Kilkenny – średniowieczne miasto w ludzkiej skali
Kilkenny to jedno z tych miejsc, gdzie historia nie jest odseparowana w muzeach – żyje w codziennym układzie ulic. Dominanta jest oczywista: Kilkenny Castle z rozległymi ogrodami, które lokalni traktują jak park miejski. Po intensywnym zwiedzaniu wybrzeża to dobre miejsce na spokojny spacer po trawie, z kawą na wynos zamiast kolejnego „obowiązkowego” punktu programu.
W samym centrum przyciąga tzw. Medieval Mile – od zamku po katedrę St. Canice, z gęstą siatką wąskich uliczek, niskich kamienic i małych sklepów. Zamiast biegać od atrakcji do atrakcji, lepiej zwyczajnie się tu zgubić. Po drodze trafisz na:
- niewielkie kościoły i dziedzińce schowane za bramami,
- rzemieślnicze sklepy z ceramiką i wyrobami lokalnych artystów,
- puby, gdzie tradycyjna muzyka jest dodatkiem do wieczoru, a nie atrakcją „pod turystów”.
Kilkenny dobrze smakuje wieczorem. Oświetlone mury zamku, gwar w pubach przy Parliament Street, brak pośpiechu znanego z Dublina – to miejsce dla tych, którzy chcą złapać bardziej kameralną wersję „irish nightlife”. Jeśli podróżujesz samochodem, miasto da się łatwo wpleść między Wicklow a południowe wybrzeże.
Athlone – środek wyspy bez fajerwerków, ale z charakterem
Athlone leży mniej więcej w centrum Irlandii i dokładnie tak się czuje: daleko od dramatycznych klifów, bliżej spokojnej, rzecznej codzienności. Nad miastem dominuje Shannon, szeroka rzeka, przy której rośnie kilka fajnych miejsc na leniwy spacer.
Najbardziej oczywistym punktem jest Athlone Castle z widokiem na rzekę i most. Nawet jeśli nie planujesz zwiedzania wnętrz, fragment murów i plac wokół nich dają krótką, przyjemną przerwę w drodze. W zasięgu krótkiego spaceru znajdziesz też:
- stare, niskie domy po zachodniej stronie Shannon,
- puby z prostym jedzeniem i bezpretensjonalną atmosferą – w tym lokal, który reklamuje się jako jeden z najstarszych pubów w Irlandii,
- deptak wzdłuż rzeki, gdzie można po prostu posiedzieć na ławce i obserwować łodzie.
Athlone sprawdza się jako przystanek w trasie między wschodem a zachodem, ale też jako baza na jeden spokojniejszy dzień. Po intensywnym objeździe Wild Atlantic Way możliwość przejścia miasta wzdłuż i wszerz w godzinę bywa miłą odmianą.
Westport – małe miasteczko z górskim zapleczem
Westport w hrabstwie Mayo łączy kilka rzeczy, których zwykle trzeba szukać osobno: kolorowe centrum, dobry wybór pubów i restauracji oraz bliskość „prawdziwego” bezludzia. To świetna baza, jeśli planujesz eksplorować północno-zachodni fragment kraju, ale nie chcesz spać w całkowitej głuszy.
W samym miasteczku wszystko jest blisko: mostki nad rzeką Carrowbeg, symetryczne uliczki z pastelowymi fasadami, mały park przy Westport House. Dzień można ułożyć prosto: rano wyjazd w kierunku gór lub wybrzeża, wieczorem kolacja i piwo w jednym z kilku pubów z muzyką na żywo.
Najbardziej charakterystyczne „zaplecze” Westport to:
- Croagh Patrick – góra-pielgrzymka z widokiem na Clew Bay. Nie trzeba iść na sam szczyt; już pierwsze kilkaset metrów daje panoramę wartą wysiłku, a im wcześniej wyruszysz, tym mniej osób spotkasz na ścieżce,
- ścieżka Great Western Greenway – dawniej linia kolejowa, dziś trasa pieszo-rowerowa prowadząca z Westport w stronę Achill. Nawet krótki odcinek pozwala poczuć otwartą przestrzeń bez konieczności wjeżdżania autem w każdy zakamarek półwyspu.
Westport dobrze pasuje do dłuższego planu: dwa–trzy noclegi, przeplatanie dni wymagających (góry, dłuższe spacery) z tymi lżejszymi (jazda Greenway, krótki wypad nad zatokę). To rytm, który pomaga nie „przepalić” się ilością atrakcji.

Północ i zachód: surowe krajobrazy poza głównym nurtem
Donegal – „dziki zachód” na północy
Hrabstwo Donegal bywa pomijane przez osoby, które ograniczają się do południa i zachodu. Tymczasem to jeden z najbardziej surowych i nieprzewidywalnych krajobrazowo regionów kraju. Mniej tu wielkich hoteli, więcej małych pensjonatów i B&B, a między miejscowościami potrafią ciągnąć się długie, puste odcinki drogi.
Jeśli zależy ci na mocnych wrażeniach przy relatywnie małej liczbie ludzi, Donegal powinien znaleźć się wysoko na liście. Kilka przykładów:
- Slieve League – jedne z najwyższych klifów w Europie. Główny punkt widokowy bywa zajęty autokarami, ale wystarczy ruszyć szlakiem w stronę szczytów, by po kilku minutach zostać z garstką osób albo zupełnie samemu. Wiatr i poczucie wysokości robią tu większe wrażenie niż na popularnych Cliffs of Moher.
- Silver Strand w Malin Beg – niewielka plaża ukryta w zatoce w kształcie podkowy. Dojście wymaga pokonania długich schodów, co skutecznie ogranicza tłum. W pogodny dzień kolor wody zaskakuje, a przy sztormie fala potrafi pokazać pełną moc Atlantyku.
- Glenveagh National Park – jezioro otoczone górami, z zamkiem schowanym przy brzegu. Dojście do Glenveagh Castle z parkingu to przyjemny spacer doliną; można skorzystać z busa, ale piesza wersja lepiej pozwala „wejść” w krajobraz.
Donegal sprzyja elastycznemu planowaniu. Pogoda potrafi zmieniać się gwałtownie, więc dobrym podejściem jest luźna lista miejsc, a decyzje podejmowane rano – czy jedziesz na klify, w góry, czy szukasz osłoniętej doliny.
Inishowen Peninsula – koniec Irlandii i początek Atlantyku
Półwysep Inishowen to najbardziej wysunięty na północ fragment wyspy – mniej znany niż południowe przylądki, a często równie efektowny. Jazda lokalnymi drogami daje wrażenie dotarcia na „krawędź mapy”.
Na końcu półwyspu czeka Malin Head – skały, stary wieżowiec sygnałowy, ścieżki wzdłuż urwiska i nieprzerwany widok na ocean. Miejsce zaczęło przyciągać więcej osób po wykorzystaniu w filmie z serii „Star Wars”, jednak wciąż jest dalekie od masowej turystyki. Po krótkim odejściu od parkingu można znaleźć własną półkę skalną bez ludzi w kadrze.
Po drodze warto zjechać z głównej trasy i poszukać mniejszych zatok oraz plaż, takich jak:
- Five Finger Strand – długie, piaszczyste wybrzeże z dużymi wydmami,
- małe, bezimienne zatoczki przy lokalnych drogach, gdzie poza kilkoma zaparkowanymi samochodami zobaczysz głównie lokalnych spacerowiczów.
Inishowen dobrze łączy się z wizytą w Derry/Londonderry w Irlandii Północnej. Można spędzić pół dnia na miejskim spacerze po murach i murale, a następnie wyjechać w stronę otwartej przestrzeni półwyspu – kontrast jest wyraźny i ciekawy.
Mayo i Connemara – dzikie serce zachodu
Mayo i Connemara to regiony, które dobrze trafiają w gust osób szukających „poczucia końca świata” bez konieczności wspinaczki wysokogórskiej. Dominują tu pagórki, torfowiska, skaliste wybrzeże i jeziora porozrzucane między górami o łagodnych, ale jednak wymagających podejściach.
W Mayo na uwagę zasługuje:
- Achill Island – wyspa połączona z lądem mostem, z dramatycznymi klifami przy Keem Bay i Minnaun Heights. Nawet krótki spacer ponad zatoką daje widok, który trudno pomylić z innym miejscem.
- ciąg plaż i małych wiosek wzdłuż północnego wybrzeża, gdzie często jedynym towarzystwem są surferzy w piankach i kilkoro spacerujących z psami.
Connemara, bliżej Galway, oferuje z kolei mieszankę gór i jezior:
- Derrigimlagh Bog – trasa spacerowa przez torfowisko z tablicami o pierwszym locie transatlantyckim i historii telegrafu. To ciekawe połączenie dzikiej przyrody i technicznej przeszłości regionu.
- małe drogi między Leenane, Clifden a Roundstone, gdzie co chwilę pojawia się nowe jezioro, pagórek lub zatoka z plażą z białym piaskiem.
Najlepszą strategią w Connemarze jest powolna jazda bez sztywnego planu – zatrzymywanie się na poboczach, gdzie tylko pojawi się miejsce, i krótkie odejścia od drogi. Nawet 15–20 minut spaceru od samochodu potrafi całkowicie odciąć od cywilizacji.
Galway i okolice – miasto jako przystanek między naturą a naturą
Galway jest jednym z niewielu miast w Irlandii, w których warto spędzić wieczór nawet wtedy, gdy głównym celem podróży są krajobrazy, a nie puby. Kolorowe ulice Latin Quarter, muzyka uliczna, bliskość morza – wszystko to tworzy gęstą, trochę festiwalową atmosferę, szczególnie w cieplejszych miesiącach.
Miasto samo w sobie nie jest „ukrytym skarbem”, ale świetnie działa jako przystanek między Connemarą a południową częścią Wild Atlantic Way. Można tu:
- przespacerować się wzdłuż Salthill Promenade z widokiem na zatokę Galway,
- usiąść na kamieniach przy ujściu rzeki Corrib do oceanu i po prostu patrzeć na fale i łodzie,
- sprawdzić kilka miejsc z lokalnym jedzeniem, od prostych fish & chips po bardziej dopracowaną kuchnię z owocami morza.
Jeżeli nie masz czasu na dokładne eksplorowanie zachodu, jedno popołudnie w Connemarze i wieczór w Galway dadzą przynajmniej przedsmak tego, jak wygląda Irlandia poza dublińską obwodnicą.
Wyspy i miejsca dostępne „trochę trudniej”
Aran Islands – kamienne pola i ocean na wyciągnięcie ręki
Wyspy Aran – Inis Mór, Inis Meáin i Inis Oírr – leżą u wejścia do zatoki Galway. Z jednej strony są obecne w większości folderów turystycznych, z drugiej wciąż potrafią dać poczucie odizolowania, zwłaszcza jeśli wybierzesz mniej oczywistą wyspę lub zostaniesz na noc.
Na największej, Inis Mór, wiele osób ogranicza się do standardowej pętli rowerowej z przystankiem przy Dún Aonghasa, imponującym kamiennym fortem na skraju klifu. Żeby wycisnąć z wyspy coś więcej, wystarczy jednak:
- zostawić główną drogę i pojechać bocznymi ścieżkami między kamiennymi murkami,
- zatrzymać się przy mniej znanych klifach, gdzie nie docierają bryczki z grupami zorganizowanymi,
- przesunąć główny spacer na późne popołudnie, gdy większość jednodniowych gości wraca promem.
Średnia Inis Meáin i najmniejsza Inis Oírr są spokojniejsze, z bardziej „codzienną” atmosferą. To miejsca, gdzie irlandzki (gaelicki) wciąż słychać na ulicy, a wieczór w pubie wygląda mniej jak atrakcja, bardziej jak naturalne przedłużenie dnia.
Wyspy na północy i południu – Tory, Bere, Cape Clear
Poza Aranami jest cała grupa wysp, do których trzeba dotrzeć promem lub małą łodzią. Każda ma własny charakter i inną dawkę izolacji.
Tory Island u wybrzeży Donegalu to kombinacja surowych klifów, silnego wiatru i niewielkiej społeczności, która żyje własnym rytmem. Rejs z lądu bywa przygodą samą w sobie – przy większej fali dobrze sprawdzają się tabletki na chorobę morską. Nagrodą jest spacer po wyspie, gdzie nietrudno znaleźć fragment brzegu tylko dla siebie.
Na południu ciekawie wypada Bere Island, leżąca naprzeciwko Castletownbere. To wyspa z militarną przeszłością (pozostałości fortów, stanowisk artyleryjskich), ale jednocześnie bardzo spokojna krajobrazowo. Ruch samochodowy jest minimalny, a główna atrakcja to zwykłe krążenie po drogach pieszo lub rowerem i zaglądanie na kolejne punkty widokowe.
Cape Clear w hrabstwie Cork jest jeszcze bardziej „końcem świata”: niewielka społeczność, ograniczona infrastruktura, świetne miejsce do obserwacji ptaków i wielorybów (przy odrobinie szczęścia i odpowiednim sezonie). To dobre antidotum na dublińskie tempo – szczególnie jeśli zostaniesz na noc, gdy po odpłynięciu ostatniego promu robi się naprawdę cicho.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Co warto zobaczyć w Irlandii poza Dublinem przy pierwszym wyjeździe?
Jeśli Dublin masz już za sobą, dobrym startem są regiony, które łączą spektakularne krajobrazy z klimatycznymi miasteczkami. Na zachodzie świetnie sprawdzą się: Galway jako baza, Connemara (Sky Road, okolice Clifden, góry Twelve Bens) oraz wyspy Aran. To daje mieszankę dzikiego wybrzeża, „końca świata” i autentycznej irlandzkiej codzienności.
Na południowym zachodzie warto rozważyć Killarney, Ring of Kerry, mniej zatłoczony Skellig Ring i Półwysep Beara. Jeśli wolisz zieleń i zamki, dobrym wyborem będzie „wschód i środek” wyspy: Wicklow (ale nie tylko Glendalough), Kilkenny i Rock of Cashel.
Czy do zwiedzania Irlandii poza Dublinem potrzebuję samochodu?
Samochód daje największą swobodę – szczególnie w miejscach takich jak Connemara, Półwysep Beara czy dzikie odcinki zachodniego i północnego wybrzeża. Możesz zjeżdżać na boczne drogi, zatrzymywać się przy anonimowych punktach widokowych, plażach czy małych cmentarzach na klifach, bez oglądania się na rozkłady jazdy.
Bez auta też się da, ale wymaga to więcej planowania. Sprawdza się układ: pociąg z Dublina do Galway, Cork lub Limerick, a potem autobusy regionalne (Citylink, Bus Éireann, GoBus) i lokalne wycieczki jednodniowe z miasteczek takich jak Killarney, Galway czy Westport. Im krótszy wyjazd (4–7 dni), tym bardziej opłaca się jednak wynajem samochodu.
Ile dni warto przeznaczyć na zwiedzanie Irlandii poza Dublinem?
Już 3–4 dni pozwalają poczuć różnicę między „turystyczną” Irlandią a tą spokojniejszą i bardziej autentyczną – np. mini trasa Galway – Connemara – wyspy Aran. Optymalnie jednak zaplanuj 5–7 dni, aby połączyć kilka regionów bez ciągłego pośpiechu.
Przykładowo:
- 3–4 dni: Galway + Connemara + 1 dzień na wyspę Aran,
- 5–7 dni: Galway – Connemara – wyspy Aran – zachodnie klify (np. okolice Kilkee) lub wariant Killarney – Ring of Kerry – Półwysep Beara.
W dłuższym wyjeździe (powyżej tygodnia) można dołożyć np. Donegal i północne dzikie wybrzeże.
Jak zaplanować trasę po Irlandii, żeby uniknąć tłumów turystów?
Kluczem jest wybieranie mniej „pocztówkowych” miejsc zamiast najbardziej znanych hitów. Zamiast Klifów Moheru postaw na klify w okolicach Kilkee, zamiast najpopularniejszych odcinków Ringu Kerry’ego – na spokojniejszy Skellig Ring czy Półwysep Beara. Na wyspach Aran rozważ Inis Meáin lub Inis Oírr zamiast tylko największej Inis Mór.
Unikaj szczytu dnia (10:00–16:00) w popularnych punktach jak Kylemore Abbey – przyjedź wcześnie rano lub późnym popołudniem i potraktuj je jako jeden z przystanków, a nie jedyny cel dnia. Resztę czasu poświęć na boczne drogi, krótkie spacery i małe miejscowości, gdzie turystyka nie dominuje życia codziennego.
Jak pogoda w Irlandii wpływa na zwiedzanie poza Dublinem?
Deszcz i wiatr to norma, ale rzadko pada równomiernie przez cały dzień – pogoda często zmienia się co kilkadziesiąt minut. To oznacza, że zamiast rezygnować z planów, warto mieć elastyczny harmonogram i 1–2 „awaryjne” opcje pod dachem: zamek, małe muzeum, pub z muzyką na żywo.
W praktyce dobrze działa plan mieszany: główny cel dnia na świeżym powietrzu (np. Sky Road, trekking na Diamond Hill w Parku Narodowym Connemara) plus kilka krótszych przystanków, które można łatwo zamienić kolejnością lub odpuścić, jeśli akurat mocno leje. Warstwy ubrań i nieprzemakalna kurtka są ważniejsze niż idealna prognoza.
Czy Connemara i wyspy Aran nadają się dla mniej doświadczonych piechurów?
Tak. W Connemarze większość wrażeń możesz „zobaczyć z drogi”, zatrzymując się na krótkie spacery wzdłuż jezior czy wybrzeża. W Parku Narodowym Connemara są zarówno łatwe, prawie płaskie ścieżki, jak i bardziej widokowe, ale nadal dostępne trasy jak Diamond Hill (około 2–3 godziny przy przeciętnej kondycji).
Na wyspach Aran wiele miejsc – np. dojście do fortu Dún Aonghasa na Inis Mór – wymaga raczej spokojnego marszu niż górskiego trekkingu (ok. 20–30 minut od parkingu). Kluczem jest dobra odzież przeciwdeszczowa i wygodne buty, a nie zaawansowane doświadczenie górskie.
Najbardziej praktyczne wnioski
- Wyjazd poza Dublin pozwala poznać „prawdziwą” Irlandię – spokojniejsze tempo życia, żywe tradycje, język gaelicki i bardziej autentyczne kontakty z mieszkańcami niż w stolicy.
- W niewielkiej odległości od siebie można zobaczyć bardzo zróżnicowane krajobrazy – klify, góry, plaże, jeziora i ruiny – bez konieczności spędzania wielu godzin w samochodzie.
- Największą swobodę podróżowania po Irlandii daje wynajem samochodu, ponieważ komunikacja publiczna poza głównymi trasami jest rzadka i wymaga szczegółowego planowania.
- Podróż komunikacją publiczną jest możliwa, jeśli wykorzysta się pociągi do większych miast, regionalne autobusy oraz lokalne wycieczki jednodniowe jako uzupełnienie.
- Planowanie trasy warto oprzeć na kierunkach (zachód, południowy zachód, północ, wschód i wnętrze wyspy), łącząc mniej oczywiste miejsca, które oferują mniej turystów, a równie spektakularne widoki.
- Już 3–4 dni poza Dublinem wystarczą, by odczuć różnicę między masową turystyką a ciszą i przestrzenią mniej znanej Irlandii.
- Connemara jest przykładem regionu, gdzie wrażenie robi nie pojedyncza atrakcja, ale całość surowego krajobrazu – wąskie drogi, jeziora, wrzosowiska i trasy widokowe (np. Sky Road, okolice Kylemore Abbey).






