O Korfu pewnie słyszał już każdy
1 vote, 4.00 avg. rating (83% score)

W każde wakacje możemy znaleźć setki wycieczek na tę grecką wyspę, przez co ilość spotkanych na miejscu Polaków jest porażająca. Wyspę odwiedziłem w 2014 roku i wyjeżdżając tam byłem pełen obaw, co zastaniemy po przyjeździe. Kilka dni pobytu i moje wątpliwości zostały całkowicie rozwiane. Zapraszam do krótkiej przejażdżki po Korfu. Gwarantuję, że będziecie zaskoczeni. 

Sidari, czyli kolejna angielska kolonia

Zacznijmy od miejscowości, w której wylądowaliśmy. Kto był w Sidari, ten wie, jak „malownicza” to miejscowość. Knajpa na knajpie, pobliskie plaże nie zachwycają, a rzesze pijanych Anglików na quadach skutecznie zniechęcają do pieszych wycieczek. Na szczęście ktoś kiedyś wymyślił skuter. To właśnie ten niepozorny środek transportu uratował nam wakacje. Wystarczyło przejechać kilka kilometrów na zachód, aby pospolite plaże zmieniły się na zjawiskowe krajobrazy.

Ruszamy w nieznane

Trafiając w to miejsce w pierwszym dniu wyjazdu wiedzieliśmy, że nie będziemy tracić czasu w Sidari, tylko ruszymy eksplorować nieznane. Warto rozwinąć tu wątek samego środka transportu. Skuter jest tańszy od quada, co miało dla nas kolosalne znaczenie. Na wakacjach wolę wydać nadmiar gotówki w restauracji niż w wypożyczalni. Greckie skutery to niezwykłe pojazdy. Przypuszczam, że były już absolutnie wszędzie i widziały wszystko, co mogły, robiąc przy tym jakieś 200 000 km przebiegu. Z tego powodu całe Korfu zwiedziliśmy jadąc 20 km na godzinę i w konsekwencji byliśmy zmuszeni wybrać węższe, mniej uczęszczane drogi przy wybrzeżu.

Z jednej strony świetnie, ponieważ co rusz trafialiśmy na jakieś ciekawe miejsce, z drugiej strony spędzenie 7 h dziennie na skuterze też nie jest najlepszą formą rozrywki na wakacjach. Wyspa jest bardzo górzysta. Możecie sobie wyobrazić, jak radził sobie skuter o napędzie małej kosiarki z wszystkimi wzniesieniami. Momentami byłem bliski zejścia z pojazdu i prowadzenia go ręcznie pod górkę. 4 km od naszego hotelu znaleźliśmy absolutną perełkę w tej części wyspy. Panie i Panowie, przed Wami Logas Beach.

Największe zaskoczenie? Pusto. Na plaży ani jednej żywej duszy, dzięki czemu mogliśmy wybrać najlepsze miejsce do leżenia, delektować się szumem fal i ciszą, z dala od hord głośnych i pijanych Angoli. No, ale przecież nie przyjechaliśmy się tu wylegiwać, tylko szukać przygód. Kolejny przystanek – Agios Georgios, gdzie zatrzymaliśmy się na godzinę, ale przez bardzo silny wiatr, który sukcesywnie zasypywał nas piaskiem, byliśmy zmuszeni ruszyć dalej. Sama plaża z punktu widzenia morza nie powala. Trochę ładniejszy Bałtyk z cieplejszą i czystszą wodą. Zdecydowanie najlepiej zatoka wyglądała z perspektywy pobliskiego wzgórza, gdzie nieliczni turyści zatrzymywali się i robili pamiątkowe zdjęcia.

Paleokastritsa, perła Korfu

Po całym dniu skuterowej tułaczki i przejechaniu około 30 km dotarliśmy do zdecydowanie najpiękniejszego miejsca na zachodniej części wyspy. Wjeżdżając do Paleokastritsy i widząc każdą kolejną plażę, przeklinałem się w duchu, że nie sprawdziłem dokładnie lokalizacji naszego hotelu i nie zwróciłem uwagi na to, gdzie kieruje nas biuro podróży. Jeśli czytacie ten wpis przed wycieczką na Korfu, to nie popełnijcie mojego błędu. Zaoszczędzicie plecy spalone od wielogodzinnej jazdy na skuterze.W samej miejscowości znajdziecie w zasadzie wszystko, czego potrzebuje turysta. Są malownicze plaże, świetne restauracje (makaron z krewetkami!) i co dla nas najważniejsze – ustronne miejsca, w których inni turyści nie depczą nam po głowach. Dla miłośników skoków do wody mam dobre wieści – ze skały w prawej części powyższego zdjęcia skakali praktycznie wszyscy. Tubylcy zadbali o bezpieczne wyjście z wody, a podróż z plaży na szczyt skały odbywa się za pomocą wyżłobionych stopni.

Polecam też odwiedzić lokalny monastyr, z którego rozciągają się piękne panoramy.

Paksos i Antipaksos, czyli sposób na ciekawe popołudnie

Jeśli będziecie znudzeni wiecznym wylegiwaniem się na gorącej plaży, warto opuścić wyspę na kilka godzin. Na pewno w trakcie pierwszych dni pobytu zaczepi Was lokalny animator i będzie wciskał Wam ulotki swojego biura turystycznego. Warto zainteresować się tym, co ma do zaoferowania i najważniejsze, czyli ile życzy sobie za wykonanie danej usługi. Ja zdecydowałem się na wycieczkę fakultatywną z polskim przewodnikiem, co było kiepską decyzją. To, że polskie biuro życzyło sobie więcej za daną atrakcję, to nic dziwnego. Największym zawodem była przewodniczka, która po prostu była zbędnym balastem na statku. W trakcie kilkugodzinnego rejsu powiedziała cztery zdania, z tego dwa dotyczyły grot skalnych, które nikogo nie interesowały.

Same wyspy warto odwiedzić. Na wyspie Paksos znajdziecie malownicze miasteczko Pargas, które jest chyba światową stolicą kotów. Serio, nigdy nie przeżyłem sytuacji, w której otacza mnie kilkanaście kotów śledzących każdy mój ruch. Idealne miejsce na spokojną kawę i radość z nastrojowego miejsca. Pod warunkiem oczywiście, że nie jedziecie tam w stuosobowej grupie turystów i nie wszyscy piją kawę w jednej kawiarni.

Druga wyspa ma do zaoferowania zupełnie inne walory. Znajdziemy tu plażę jak z bajki i chwilę czasu na kąpiel w tej krystalicznej wodzie. Jedyny minus tego miejsca to fakt, że z każdym kwadransem przybywa coraz więcej łódek i finalnie możemy znaleźć się w wielkiej wannie z tysiącem osób. Co kto lubi.

A może  zahaczymy o Albanię?

W trakcie pobytu na Korfu warto skorzystać także z geograficznego położenia wyspy i rozważyć wycieczkę do pobliskiej Albanii. Piszę rozważyć, ponieważ te oferowane przez biura turystyczne po prostu nie powalają. Zazwyczaj skupiają się na odwiedzinach Parku Narodowego Butrint, który jest ciekawy, ale raczej nie warty całodniowej tułaczki. Pozostały czas w Albanii spędziliśmy w Sarandzie. Jak widać na załączonym obrazku – szału nie ma.

Kiedy odwiedzaliśmy to miejsce (czerwiec 2014), Albania była jednym wielkim placem budowy. Nowe hotele dopiero miały powstawać, stare były remontowane, więc na każdym kroku był gruz i wszechobecny rozgardiasz. Turystów brak, tubylcy patrzący spode łba, a ja w takich warunkach czułem się jak intruz. Wypada wybrać się tam jednak ponownie, aby zmienić zdanie. Podobno to obecnie jeden z najciekawszych kierunków na Bałkanach.

Korfu warto odwiedzić

Wyspa jest jedną z najtańszych greckich opcji i choćby dlatego warto się tam udać. Za stosunkowo niską cenę zobaczycie piękne widoki, klimatyczne plaże i znajdziecie wiele miejsc do przyjemnego relaksu. Ja raczej tam nie wrócę, ale pobytu absolutnie nie żałuję. Mam nadzieję, że porady się Wam przydadzą i dzięki temu zaoszczędzicie trochę pieniędzy, które później wydacie w klimatycznych greckich knajpkach.
W poprzedni podróżniczym artykule opowiedziałem Wam o urokach Santorini, o Korfu wiecie już całkiem sporo i na tym kończę opowieści z Grecji. W kolejce czekają Kuba i Czarnogóra, czyli kolejna porcja pożytecznych anegdot.